Hala wspinaczkowa Camp4

Zastanawiając się, co możemy zrobić w wolny wakacyjny dzień, wpadliśmy na pomysł wyprawy na ściankę wspinaczkową. Po krótkim sprawdzeniu okolicznych miejsc (i poleceniu przez znajomych lubiących wycieczki na skałki) zdecydowaliśmy się odwiedzić zlokalizowaną na Ursynowie halę Camp4. Mieści się ona w niepozornym budynku przy ulicy Krasnowolskiej 50, nieopodal ulicy Poleczki.

Po przyjeździe na miejsce, powitała nas bardzo miła pani z obsługi, która wszystko wyjaśniła i skierowała nas do szatni i na błyskawiczne szkolenie z zasad zachowania na hali (był to nasz pierwszy raz w takim miejscu) – szatnie i toalety bardzo przyjemne i schludne. Od razu mieliśmy wyrobione plastikowe karty w razie kolejnych wizyt.

Cenowo bardzo przystępnie – 15 zł dzieci, 20 zł dorosły bez ograniczenia czasowego (a z Multisportem czy innymi kartami całkiem za darmo), a sama hala robi wrażenie – jest ogromna i ma mnóstwo miejsca do popróbowania swoich sił.

Po krótkim instruktażu i założeniu kasków i uprzęży mogliśmy się już zacząć wdrapywać na dowolne atrakcje z kategorii boulderingu, z wyjątkiem tych przeznaczonych dla doświadczonych wspinaczy – część miejsc jest zwyczajnie zbyt trudna dla laików bez odpowiednich umiejętności i zabezpieczeń. 

Dla ułatwienia wszystkie elementy są oznaczone łatwymi do rozpoznania kolorami – jest 9 stopni trudności pogrupowanych w 3 kategorie – najłatwiejsza to „light”, czyli kolor żółty, zielony i fioletowy, a najtrudniejsza to „hardcore” – kolory różowy, czarny i biały. Dzięki temu od razu widać, gdzie można zacząć i nie zrazić się od razu na start zbyt trudnymi trasami.

Moim chłopakom spodobało się najbardziej miejsce z wysokimi ścianami, które są wyposażone w system asekuracji Trublue – działa to trochę jak bungee i w przypadku odpadnięcia od ściany delikatnie wyhamowuje opadanie na linie i można bezpiecznie zjechać na dół. Wysokich tras jest kilkanaście z różnymi elementami – jest nawet boisko piłkarskie.

Po pół godzinie prób wspinaczki w hali (praktycznie od zerowych umiejętności) bez problemu udało się wdrapać na sam szczyt i to kilka razy. Ciężko było namówić chłopców do wyjścia z hali i powrotu do domu 🙂

Spędziliśmy tam ponad 1,5h, byliśmy wszyscy nieźle spoceni, ale za to niesamowicie zadowoleni. Wchodzenie sprawiało bardzo dużą frajdę, a upadek nie był niebezpieczny – wszędzie (oprócz tras wysokich z asekuracją i Trublue) są materace. Przyznam, że zapał chłopaków był większy, niż się spodziewałem i zapowiedzieli mi że chcą tam pojechać jeszcze raz 🙂

Poniżej kilka zdjęć z hali:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.